dekoracja

Artykuły

dekoracja

IMAX na niby, czyli cięcie klatek

W artykule „W szerokoformatowym raju” napisałem, że londyńskie Muzeum Nauki będzie jedynym w Europie (i jednym z kilku na świecie) z projekcją Ostatniego Jedi w formacie 15/70 IMAX. Poza nim, pełnowymiarową prezentację w szerokości 1,43 mieli mieć jego cyfrowi następcy, czyli kina z technologią IMAX Laser. Firma ogłosiła to w lutym1:

Following J.J. Abrams' iconic use of IMAX® cameras in Star Wars: The Force Awakens, the companies have also announced that director Rian Johnson has captured key sequences of Star Wars: The Last Jedi using IMAX's extremely high-resolution cameras, delivering IMAX audiences greater scope and increased image quality in IMAX's exclusive aspect ratio for a uniquely immersive experience.

Wiadomość w mig podały wszystkie główne portale filmowe i nie tylko2. Apetyty zostały więc rozbudzone – po rozpoczęciu sprzedaży w październiku bilety na projekcję w Muzeum Nauki rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. I kiedy już wydawało się, że Ostatni Jedi stanie pod względem technicznym na równi z Dunkierką, fani usiedli a kultowe żółte napisy wprowadzenia przemierzyły odległą galaktykę… okazało się, że coś poszło nie tak. Trochę jest ten IMAX a trochę go nie ma. Nie ma ani jednej sceny w zapowiedzianym pełnowymiarowym formacie 1,43. Cały film ogląda się bez żadnej zmiany formatu. Jednak w tym celu owe „kluczowe sceny” trzeba było po prostu przyciąć. Dunkierka była w różnych formatach i wszyscy wiedzieli, że królewskim jest 15/70 IMAX dostępny w zaledwie kilku kinach. W tym przypadku fani kupili bilety na taką samą – zapowiedzianą – projekcję i jej po prostu… nie było. Powiedzieć, że to rozczarowanie to nic nie powiedzieć. To jest na granicy oszustwa3. Tuż po premierze serwis IMDB usunął informację o tym, że film jest w formacie 1,43 w prezentacjach 15/70 mm i laserowej. Na domiar złego Muzeum Nauki nabrało wody w usta.

Dlaczego tak się stało? Odpowiedź z kanadyjskiej siedziby IMAX „wyszarpał” rozczarowany fan4. Odpowiedź firmy: „Zespół edytorski podjął decyzję, że przeformatowanie taśmy do stałej szerokości 2,40 przez cały film będzie najlepszym sposobem przedstawienia tej opowieści”. A bardziej po ludzku – po połączeniu w całość scen w dwóch różnych szerokościach efekt tych około 10 przejść w ciągu jednego filmu był tak niestrawny, że postanowiono to „wyrównać”, czyli po prostu uciąć „wystające” krańce w scenach zapowiedzianych w lutym. Prowadzi to do paradoksalnego wniosku, że im więcej scen w IMAX tym gorzej. Jedna (!) w Przebudzeniu mocy – kilkuminutowa ucieczka z planety Jakku – jeszcze przeszła, ale „kluczowe”? No nie da się, bo obraz skacze! Im więcej IMAXu w IMAXie tym gorzej dla niego. To po co było w ogóle je kręcić? Efekt ekskluzywności projekcji w Muzeum Nauki został niestety zaprzepaszczony. Zapowiedź prezentacji w IMAX a następnie spłaszczenie scen bez żadnego wyjaśnienia to najgorszy możliwy sposób traktowania kinomanów.

autor: Maciej Psyk (2017.12)

^ na górę

^ na górę